Zamiast wstępu:
Po nagłej zmianie planów dot. tegorocznej majówki
(pierwotnie miała to być jazda po Sudetach, ale niektórzy przestraszyli się sepsy, której jakoby epidemia miała panować w okolicach Opola... tak, jakby złapanie sepsy było bardziej prawdopodobne od bycia trafionym przez piorun, nie wspominając już o przejechaniu przez TIRa :P ) należało szukać nowej trasy. Wybór padł na przeciwległy kraniec Polski i graniczącą z nim Litwę - mieliśmy jechać do Wilna.
Marki, popołudnie
Wobec ograniczonego czasu na planowanie wszystko robiliśmy więc niemal na ostatnią chwilę. Kiedy Michał K. przyjechał koło południa do Marek na swoim kupionym kilka dni wcześniej rowerze zastał tam Sławka zakładającego na Meridę nowiutkie opony na szosę. Po oponach przyszła kolej na montaż błotników, co oczywiście również zajęło trochę czasu. Jednak najważniejszą rzeczą było to, że Robert wciąż poszukiwał miejsc na nocleg. W Broku, gdzie planowaliśmy zakończyć I etap, jedyne wolne miejsca były po 35 zł od osoby, a my liczyliśmy na coś tańszego. Zastanawialiśmy się nawet czy nie wyruszyć następnego dnia i zmodyfikować nieco trasę. W międzyczasie zdążyliśmy zjeść obiad, a potem zdecydowaliśmy w końcu by ruszać.
Wyjechaliśmy około 15:20. Pogoda tego dnia była jeszcze znośna - słońce, dosyć ciepło, choć i wiatr dawał o sobie znać...
Z początku jechaliśmy drogą nr 8, po ominięciu Radzymina obwodnicą skręciliśmy za Emilianowem w kierunku Woli Rasztowskiej i lecieliśmy cały czas drogą 636. W pewnym momencie Pawłowi z kierownicy spadła lampka - niestety, nie nadawała się już do dalszego użytku ;) Za Mokrą Wsią droga zaczęła prowadzić przez lasy. Na leśnym parkingu zrobilismy sobie dłuższy postój. Od wyjazdu z Marek minęło wtedy niecałe 1,5 godziny.
Ruszyliśmy w dalszą drogę - upłynęła ona bez większych niespodzianek. Kolejny postój zrobiliśmy po niecałej godzinie, w lesie przed Zieleńcem. Musieliśmy jednak dość szybko uciekać, bo pełno tam było muszek i komarów.
Koło 18:40 dojechaliśmy do Broku. Zatrzymaliśmy się na moście przez Bug, gdzie zrobilismy trochę zdjęć, następnie zajechaliśmy jeszcze do sklepu, a w końcu udaliśmy się do ośrodka Nadrzecze na nocleg.